25 czerwca 2018

Kocha, lubi, szanuje...

Niby błahy frazes a jednak zawiera wiele cichych pragnień człowieka. Bo przecież każdy z nas chciałby mieć takiego przyjaciela, który rozumie, współczuje, docenia, czasem wystarcza nam jedynie jego obecność. Niezrównany bohater, przyjaciel domu, opiekun rodziny. To z nim chcemy przeżywać smutki, dzielić radości, jest powiernikiem najskrytszych naszych tajemnic, utożsamiany z prawdą, bezwarunkową miłością, czasem nawet wdzięcznością. Po prostu taki wymarzony przyjaciel...
Ale czy w tym wszystkim potrafimy oddzielić to, co jest naszym pragnieniem, od tego co jest rzeczywistością? Czy przerzucanie ludzkich oczekiwań w stosunku do psa nie jest nadużyciem?
Czy miłość psa, to jak ją postrzegamy nie jest tylko naszym oczekiwaniem? Co właściwie oznacza słowo "on mnie kocha" w kontekście psa?
Mogę z całą pewnością powiedzieć, że kocham moje psy, jestem do nich przywiązana, dbam o ich dobre samopoczucie, sprawiam, że czują się bezpieczne. Kiedy odchodzą, moje serce zawsze rozbija się na kawałki, a jeden z nich odchodzi z psem, ale pomimo tak silnych uczuć byłabym bardzo ostrożna w przypisywaniu im tak wielu naszych ludzkich oczekiwań.

4 czerwca 2018

Czy pies czuje się samotny?

Dobre pytanie, ale czy nie kojarzy nam się z psem porzuconym, bezdomnym, szukającym schronienia, a może ze skuloną suczką, karmiącą ukradkiem swoje szczeniaki? Czy ludzkie postrzeganie samotności nie wrzuca nas do jakiegoś schematu? Czy tylko psia bezdomność kojarzyć nam się może z samotnością?
Bycie samotnym, to uczucie alienacji, braku zrozumienia, czasem odrzucenia, a stałym towarzyszem staje się stres, frustracja, złość lub bezradność, prowadząca do wycofania. 
Czy w psim świecie, w relacji z człowiekiem psy mogą czuć się samotne? Czy w tej relacji jest miejsce na psie emocje? Jak to właściwie jest z  "psią samotnością"? 
Wiem, wiem dzisiaj zadaję strasznie dużo pytań, ale chyba zbyt często spotykam się z psią "bezradnością" wyrażaną przez zachowania, tak bardzo nie akceptowane przez człowieka, ale to właśnie człowiek jest ich źródłem . 
Obserwując psy przez pryzmat ich zachowań, mogę pokusić się o stwierdzenie, że są osamotnione w swojej walce o swoją przestrzeń, pragnienie poczucia komfortu, zrozumienia. Gro zachowań jakich używają, do tego, by wyrazić jak się czują jest przez człowieka uznawana za zachowania niepożądane, wymagające "korekty". Bardzo łatwo przychodzi nam selekcjonowanie tego, co właściwe i nie do przyjęcia, ale czy pochylamy się nad znaczeniem pewnych gestów? Czy zdajemy sobie sprawę, że każda interakcja z psem, to swoista rozmowa, że psia komunikacja oparta jest m.in. na mowie ciała. 
To bardzo przewrotne pytania i raczej mające nas skłonić do refleksji czy ludzki punkt widzenia jest właściwy, by rozumieć potrzeby innego gatunku, psów, które są w naszych oczach "wiernymi przyjaciółmi".
Schematy, których człowiek używa do "walki" z psem, bo jak inaczej nazwać nakładanie presji na wykonywanie poleceń zaburzających ich komunikację, prowadzą do ich bezradności, strachu lub złości. Zachowania agresywne, agonistyczne to nie wyuczone psie triki, ale desperacka próba zatrzymania człowieka w tym co robi. 
Jako ludzie w życiu prywatny cenimy sobie naszą przestrzeń, wybieramy przyjaciół, dobieramy znajomych, dążymy do tego, by czuć się dobrze.  
A jak jest z psami? Czy organizując codzienny spacer z psami zastanawiamy się nad ich relacją? Czy widząc przepychające się psy pokusimy się o refleksję inną niż "udana zabawa"? Skąd w nas przekonanie, że psy w swoim towarzystwie bawią się doskonale?
Miarą dobrego samopoczucie nie powinno być fizyczne zmęczenie po spacerze, a psychiczny komfort, dający poczucie bezpieczeństwa.
Czy psy czują się samotne? No właśnie...



31 grudnia 2017

Sylewstrowa moc - czyli jak przeżyć ten czas z psem z fobią dźwiękową

Dawno, dawno temu należałam do grona osób, którym był bardziej odległy temat spanikowanego psa, chowającego się po kątach, z obłędem w oczach. I przyznam dopóki się tego nie przeżyje, to nie wiemy z czym się mierzymy. Można sobie darować porady typu "musi sobie poradzić", "ignoruj, bo potęgujesz lęk" lub jeszcze bardziej rozwalający o zaniedbaniach w socjalizacji, która ma być lekarstwem na wszystko. Internet aż huczy od takich i podobnych wpisów, a mnie szczerze mówiąc rośnie gól, kiedy czytam te komentarze. Tak jestem zła, bo wiele osób ślepo brnie w ignorancję, odrzucając intuicję i zaufanie, jakie ma do nich, ich własny pies. Wielu z was już wie, jaki mam stosunek do zwierząt, a w szczególności do moich psów i kotów i w jaki sposób się z nimi komunikuję. 
Pies nie jest zero jedynkowym robotem, którego da się zaprogramować jeszcze w chwili poczęcia. Geny to nie wszystko, choć mają ogromne znaczenie. Osobowość psa buduje wiele składników - matka, rodzeństwo, doświadczenia, opiekun, ale ta sama osobowość będzie określać pulę jego zachowań, które po prostu wyrażają stan emocjonalny, to co czuje w danym momencie. Tak, tak psy mają wiele emocji i to one determinują ich zachowania, często okraszone zwyczajną frustracją spowodowaną brakiem zrozumienia ze strony człowieka. 
Pies nie jest zero jedynkowym idiotą, którego życie koncentruje się jedynie na wykonywaniu poleceń człowieka, a lekarstwem na jego samopoczucie nie będzie proponowane przez człowieka np."odwrażliwianie". To ludzkie wyobrażenie, a co gorsze chyba jedyne "narzędzie" radzenia sobie z tym co dla nas niezrozumiałe, czyli okazywaniem przez psa takich a nie innych emocji. Czasem emocje stają się zbyt silne, a my przegrywamy tą walkę. 
Dafi, Misha są psami bardzo wrażliwymi na dźwięki, ale w sposób dla nas niezrozumiały, bo ułomność naszego słuchu nie pozwala słyszeć tego, co one. Jak wielu z was wie Dafi jest takim psiakiem, który wygrał los na loterii życia. Wyrwana z przechowalni, z rąk demona parwowirozy jako psie dziecko zaznała strach, wyjące wkoło psy, ból choroby, traumę klatki, kroplówek. Jest psem o bardzo kruchej osobowości, wrażliwym na każdy ruch, odgłos i choć z czasem nasz dom zapewnił jej poczucie bezpieczeństwa, to sylwestrowa kanonada, drżące szyby, odgłosy rozwrzeszczanych, podekscytowanych ludzi wywołują niepokój, strach, przechodzący w lęk, którego nie da się zracjonalizować i po prostu zatrzymać. Jest też psem, który potrafi jedynie instynktownie chować się przed bodźcami zagrażającymi. Niestety moja rola sprowadza się często do zrozumienia jej emocji, odpowiedzi na jej zachowanie, czyli stworzenie bezpiecznych stref. U Dafi stosujemy wsparcie farmakologiczne, kamizelkę w której czuje się lepiej i bezpieczniej, a ja staram się ją zrozumieć. Nie chce być dotykana, bo dotyk może być dla niej zatrzymaniem, dlatego mieszkanie zawsze jest pootwierane, tak, żeby sama w sposób swobodny dystansowała się do tego co na zewnątrz. 
Misha dźwięki odbiera nieco inaczej, jest stróżem i bardzo często po prostu nas informuje o "zagrożeniach", kimś obcym w przestrzeniach, które dla niej są strefami naszego komfortu (odległość około 120-150 m od naszego domu). Jest psem, który zdecydowanie korzysta ze wsparcia moich psów i naszego. Nasze dłonie, dotyk, masaż klatki piersiowej daje jej poczucie bezpieczeństwa. Ignorowanie jej komunikatów prowadzi do utraty tego zaufania.
Pamiętajcie każdy pies jest inny, każdy ma inną osobowość i emocje. Zamiast ignorować zastanówcie się co mówi do was wasz pies, bo mowa ciała dla nich to ich emocje i to jak się czują w danej chwili.