10 stycznia 2012

Instynkt

Od kiedy mieszkamy na wsi zmieniło się moje tempo życia. Czuję coraz większą spójność z otaczającą mnie przyrodą. Nawet padający deszcz nie jest tak nieprzyjemny, jak w Krakowie. Od kilku tygodni zwracam większą uwagę na zachowanie dziewczyn na spacerach i jestem pod coraz większym wrażeniem. Niby sarenki jak chodziły pod lasem tak chodzą nadal, kotka z sąsiedztwa ma u nas stały catering, sikorki podjadają słoninę w ogródku, ale dziewczyny wyostrzają swoje zmysły:). Carmen coraz częściej obserwuje przelatujące ptaki śledzi bacznie miejsce obniżenia jego lotu. Wtedy rzuca się do pogoni, która sprawia jej ogromną przyjemność. I tak dzisiaj rano obserwowała lot jednego z nich, tuż nad jej głową, każdy skręt, wznoszenie i opadanie, a kiedy już ptak opadał tuż nad ziemią rzucała się pędem do niego. Fantastycznie jest przyglądać się w ciszy, nie przeszkadzając psu strofując go poleceniami. Hmm...rodzi się pytanie w mojej głowie, co z życia mają psiaki mieszkające w mieście? Uwięzione na długie godziny w mieszkaniach z możliwością krótkiego spaceru dla załatwienia potrzeb fizjologicznych. Nic to...
Lecę na zajęcia myśląc o moich psach i tym, jak się fajnie na wsi czują :D