22 czerwca 2017

Moja droga do niepasienia

Ostatni post zamieszony u mnie wywołał falę zaniepokojenia, krytyki, oburzenia. Pokazał jak czytana jest treść i na co emocjonalnie zwracamy uwagę. No cóż nie zawsze wypowiadane przez nas słowa lub linkowane artykuły wywołują tylko miłe odczucia. Pojawiło się też wiele rozmów w tle bardzo inspirujących, pokazujących, że temat używania owiec jest nadal tematem tabu. Pytanie tylko, kiedy nastanie czas, że zaczniemy mówić o ich stresie i dobrostanie.
W komentarzach zadawano mi wiele pytań, m.in czy pasę, czy byłam na takich zajęciach, o moje doświadczenie. Nie lubię pozostawiać kogoś bez odpowiedzi, ale emocje nie są dobrym doradcą. Potrzebny jest czas, żeby tą wiedzą się podzielić. W obliczu całej tej dyskusji zadałam sobie to pytanie po raz kolejny, ale będąc w innym miejscu mojej pracy, doświadczenia zawodowego. Taka refleksja jest fajna, bo pokazuje czy tkwimy z czymś w miejscu, czy na naszych nogach pojawiły się buty siedmiomilowe i zaniosły nas dalej.
Czy pasę? Nie.
Dlaczego? Bo zadałam sobie trud poznania owiec.
Nie trzeba pracować na farmie, by dowiedzieć się o warunki życia tych zwierząt. Nie trzeba z nimi przebywać, by oglądać filmy z komunikacji i analizować ich zachowania, a co ważne móc rozmawiać z najlepszymi specjalistami od komunikacji.
Czy lubię bordery? Tak, to fantastyczne psy, jedna z moich suczek prezentuje mnóstwo zachowań wpisanych w etogram bordera.
Skąd we mnie pomysł na pasienie i dlaczego nie podjęłam próby?
Kiedy Dafi dojrzewała zachwycona byłam jej zachowaniami, sposobem w jaki komunikuje oczami, pyskiem, postawą ciała. Jej przeszywające spojrzenie, podkreślone podwójną tęczówką daje do myślenia. Skupiona na pracy, mistrzyni wyłapywania wszystkich niuansów, pełna pasji i subtelności. W obliczu tej fascynacji zrodziła się myśl pracy z użyciem innego gatunku. Ale ja, jak to ja, zanim zacznę muszę wiedzieć z kim pracuję, na jakich emocjach, w jakich warunkach. Moja wrodzona empatia i wiedza prowokowała mnie do zadawania pytań, na które nie zawsze dostawałam odpowiedzi. Drążąc temat, jako szkoleniowiec zaczęłam patrzeć na warsztaty z innej perspektywy, jak widzę dla wielu obcej lub niewygodnej.
Pracując z psami od kilku lat na komunikacji widzę też komunikację innych gatunków dyktowaną rozmaitymi emocjami. I wydawać by się mogło, że to miłe uczucie, ale widzę też stres, bezradność, agresję spowodowaną ułomnością człowieka.
No cóż zadałam sobie proste pytanie czy moja ciekawość ma być zaspakajana kosztem innych zwierząt?
Moja odpowiedź była prosta. Nie. Nie czynie tego wobec psów, z którymi pracuję, nie zrobię tego innym zwierzętom. Można deprecjonować wartość emocji innych zwierząt, pewnie dla wielu tak jest łatwiej, ale nie zmieni to choć by nawet współczesnych badań naukowych prof Donalda Broom.

Czekam na warsztaty z prawdziwego zdarzenia, kiedy będę mogła uczyć się komunikacji owiec, ale z ich pełną akceptacją i na ich warunkach.